Parę słów o Juanie

Wbrew wielu opiniom, które można przeczytać w internecie, zdecydowana większość operatorów czarterowych dba o jachty i o swoich klientów, a próby naciągania klientów są naprawdę marginalne. Dziś trochę inne spojrzenie na kilka aspektów, które często wywołują wiele emocji.

Jacht to nie hotel.

Komfort dzisiejszych jachtów czarterowych oraz rosnąca wciąż popularność jachtingu powodują, że wiele osób traktuje wynajęcie jachtu na zasadach podobnych do wynajęcia pokoju w hotelu. Sporo w tym słuszności, ale jednak to nie to samo.

Czarterując jacht, wynajmujemy jedną, konkretną jednostkę, a nie jeden z kilkudziesięciu lub kilkuset pokoi w hotelu. Kiedy przytrafi się usterka, albo poprzedni „lokator” coś popsuje, to w hotelu po prostu dostaniemy pokój obok i po sprawie. Z jachtem niestety tak nie jest: może uda się coś na szybko naprawić, albo podstawić inny jacht, ale nie jest to tak proste, jak w hotelu.

Juan nie przyjdzie.

Trzymając się hotelowych analogii, kiedy w hotelu popsuje się kran, albo zatka toaleta, to dzwonimy na recepcję, a miła recepcjonistka mówi, że zaraz podeśle Juana, który usunie usterkę.

Kiedy odpłyniemy jachtem kilkadziesiąt mil od bazy i kilkanaście mil od najbliższego portu, Juan będzie miał daleko 🙁

Znalezienie osoby, która przyjdzie nam z pomocą zajmie trochę czasu, jej dotarcie na miejsce również. Kiedy Juan w naszym pokoju w hotelu stwierdzi, że brakuje mu śrubki, to zejdzie do piwnicy i ją przyniesie. Na wodzie to już nie takie proste. Czekamy i denerwujemy się, że Juan zepsuł nam wakacje, bo kiedy leżymy, opalając się na rozgrzanym słońcem deku, czekanie straaasznie się dłuży, prawda? 😉

Juan nie wie, co robi.

Zadziwiające jest to, jak różne są jachty. Kto więcej pływał, ten zawsze zastanawia się: „Dlaczego na niby takim samym jachcie bezpiecznik windy kotwicznej jest zawsze gdzie indziej?”.

Juan też tego nie wie, ale bierze torbę z narzędziami, parę części zapasowych, rolkę srebrnej taśmy klejącej i podejmuje wyzwanie. Uparcie szuka tego bezpiecznika. Co on nie wie co robi? Dzwoni do bazy zapytać kolegi, który zna ten jacht. Cały czas gada przez telefon zamiast wziąć się do roboty! Nam drinki się grzeją i upał niemożliwy, a on tylko przez tę komórkę gada! Jak tak można?!

Jachty na wodzie

Juan wziął kasę i nic nie zrobił.

Grudniowy dzień, pada deszcz ze śniegiem, dzwoni klient, że zepsuł mu się dostarczony przez nas sprzęt, zbieramy rzeczy, jedziemy dwie godziny do jakiejś wsi pod Olsztynem. Klient wciąż telefonicznie nas pogania. Już wiemy, że żona nas zgani, bo znowu spóźnimy się na obiad.

Przyjeżdżamy na miejsce, klient plącze się w zeznaniach, opowiada dziwne historie, że samo się popsuło albo, że „Tak było od początku!”, zamiast powiedzieć, jak doszło do usterki. Nie wiadomo o co chodzi, walczymy z tym trzy godziny – niestety nic nie da się zrobić…

Brakuje jakiej części. Skąd do ch…y mogliśmy przypuszczać, że to akurat będzie to!? Mieliśmy zabrać ze sobą cały magazyn?

Wracamy późną nocą do domu. Żona obrażona. Klient niezadowolony. My też, bo tym razem nie udało się mu pomóc. Dobrze, że chociaż za dojazd zapłacił. No ale Juan? Przecież Ci od jachtów mają tu cały rok wakacje!

Trochę luzu i zrozumienia

Irytujemy się, denerwujemy, kiedy coś idzie nie tak, chcielibyśmy, żeby nasze wakacje były idealne. Mamy prawo wymagać i nie powinniśmy dać sobie w kaszę dmuchać, ale… postawmy się czasami w roli Juana. Tego, który walczy z czasem, by dogodzić załogom, tego, który musi znać się na wszystkim i być przygotowanym na wszystko 🙂

      • Luka? To o nim śpiewała Suzanne Vega??? Teraz ten tekst nabiera zupełnie nowego znaczenia i wreszcie go rozumiem! 🙂

        „Jeśli coś usłyszysz późno w nocy (…)” – wrócił do domu późno z „akcji”…
        „Żeby nikt nic nie łamał, niczym nie rzucał (…)” – widać, że klienci dali mu się we znaki…
        „Staram się nie mówić zbyt głośno (…)” – przeklina, ale przynajmniej stara się po cichu…
        „Biją cię, dopóki nie zaczniesz płakać (…)” – na prawdę klienci są aż tacy???
        „Myślę, że to dlatego, że jestem niezdarny (…)” – no Juan… przepraszam – Luka, trochę ich rozumiem. W Twoim fachu nie można być niezdarnym… 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *